Planeta Tajlandia

Praca nauczyciela w Tajlandii

Polski-nauczyciel-w-tajskiej-szkole

Jak się nazywasz i skąd jesteś?

Nazywam się Krzysztof i pochodzę z Sanoka.

Jak to się stało, że przyjechałeś do Tajlandii pracować jako nauczyciel?

Po skończeniu studiów mieszkałem długo w Szkocji, gdzie pewnego ulewnego i szarego dnia w listopadzie uznałem, że czas coś zmienić i w końcu wykorzystać kwalifikacje nauczycielskie. Kiedy rozsyłałem swoje CV do agencji pracy w Szkocji, zasugerowano mi, że z moim dyplomem mogę znaleźć pracę jako nauczyciel w… Azji.

Wtedy też zacząłem się interesować tym tematem poważniej. Dostałem nawet propozycję z uniwersytetu w średniej wielkości (kilkumilionowym) chińskim mieście, ale po wczytaniu się w warunki uznałem jednak, że praca w Chinach to nie dla mnie.

Zacząłem szukać informacji w internecie. Skupiłem się na blogach nauczycieli-obcokrajowców uczących w Azji. Tajlandia wypadała najkorzystniej w porównaniu do innych krajów. Nauczyciele tu pracujący i opisujący swoje wrażenia na blogach stawiali Tajlandię na pierwszym miejscu jeżeli chodzi o jakość życia w przełożeniu na zarobki, klimat, jedzenie i pogodę. Trafiłem też na polski portal etajlandia.pl gdzie Polak mieszkający i uczący w Bangkoku ogłosił na forum, że będzie składał wymówienie na uniwersytecie gdzie pracuje i odchodząc może uczelni zaproponować nowego kandydata. Natychmiast się z nim skontaktowałem i po godzinie dostałem odpowiedź „ok, nie ma sprawy podeślij CV”. W ciągu kilku dni i wymianie emaili dostałem potwierdzenie że moja kandydatura zostanie przedstawiona dziekanowi, a nawet jak nie dostanę tej pracy to znalezienie jej już na miejscu z moim doświadczeniem w zawodzie powinno być łatwe.

Czy miałeś doświadczenie jako nauczyciel przed przyjazdem? Jakie były twoje kwalifikacje?

W Polsce skończyłem filologię angielską, w tym obowiązkowy kurs pedagogiczny. Pracowałem przez trzy lata jako nauczyciel angielskiego w prywatnej szkole językowej oraz jako tłumacz.

Jakie były twoje oczekiwania zanim przyjechałeś i jak się miały do rzeczywistości?

Prawdę mówiąc nie miałem zbyt dużej wiedzy o Azji Południowo-Wschodniej i Tajlandii. Przed przylotem przeczytałem wiele blogów i stron internetowych o życiu w Tajlandii skupiając się na informacjach przydatnych dla nauczycieli.

Znalazłem wiele opinii pozytywnych ale było też dosyć dużo marudzenia, więc postanowiłem nie oczekiwać zbyt wiele i po prostu na miejscu zweryfikować samemu informacje z internetu. Po przylocie,  wiele rzeczy oczywiście wygląda inaczej, niż można sobie to wyobrazić, jedynie czytając fora dyskusyjne czy blogi.

Wszystko na początku było dla mnie nowe i całkowicie inne niż to co do tej pory znałem i widziałem. Pogoda, jedzenie, zapachy, architektura, tłok na ulicach, hałas, motory jeżdżące po chodnikach, wszechobecne stragany z jedzeniem, bezdomne psy, bardzo „odważne” kolory aut i budynków.

Bangkok okazał się być metropolią skrajności. Bardzo nowoczesne centrum, ale kilka metrów od szklanego wieżowca – chatki z blachy falistej i drewna. Urzędnicy w państwowych urzędach mający obsługiwać obcokrajowców mówili po angielsku słabo, nie potrafili zlokalizować Polski na mapie, ale za to uliczny sprzedawca napojów potrafił zaskoczyć wiedzą o Solidarności i Lechu Wałęsie!

Jak wyglądały twoje pierwsze dni w Tajlandii?

Pierwszym szokiem była oczywiście temperatura. Wyleciałem z Heathrow przy temperaturze -15 C, a wysiadłem w Bangkoku w środku dnia, gdzie przywitała mnie ściana żaru! Jak bym wszedł do wielkiego piekarnika. Oczywiście apartamentowiec, który znalazłem w internecie i gdzie wynająłem pokój, jeszcze mieszkając w Szkocji, okazał się znacznie dalej od stacji metra niż sugerowała to mapka na stronie internetowej. Nie zwróciłem uwagi, że te obiecane 5 minut to faktycznie 5 minut do metra, ale… jadąc taksówką motocyklową! Trafienie tam bez wydrukowanej mapki zajęło mi trochę czasu.

Leciałem do Tajlandii ze świadomością, że moje CV leży gdzieś na biurku dziekana. Cały czas przed wylotem byłem w kontakcie z Polakiem, który obiecał pomoc w odnalezieniu się w nowych realiach. Pierwsze dni były „miękkim lądowaniem”. Marek (Polak, z którym byłem w kontakcie) okazał się świetnym przewodnikiem. Pokazał mi miasto, wytłumaczył jak się poruszać po Bangkoku, co jeść, gdzie i za ile. Opowiedział o swoich doświadczeniach w pracy na tajskiej uczelni. Tego typu informacji najbardziej mi brakowało, bo w internecie było wiele historii, ale wyłącznie z perspektywy native speaker’ów.

Jak znalazłeś pierwszą pracę i jak ona wyglądała?

Znalezienie pracy zajęło mi dłużej niż planowałem. Praca na uniwersytecie nie wypaliła, ponieważ nikt mnie nie poinformował o przełożeniu daty rozmowy kwalifikacyjnej. Na kilka dni przed umówionym jeszcze mejlowo ze Szkocji terminem rozmowy… okazało się że pracę dostał już ktoś inny.

Wtedy zacząłem szukać sam. Styczeń to środek semestru ,więc mało kto szuka nauczycieli w tym czasie. Najlepszymi miesiącami na znalezienie pracy są marzec, kwiecień i maj. Szukając skupiłem się głównie na ogłoszeniach ze stron z ofertami dla nauczycieli oraz na rozsyłaniu CV na adresy email szkół, które znalazłem w internecie.

Niestety, okazało się, że nie jest tak łatwo jak myślałem. Po pierwsze nie jestem native speaker’em i chociaż posiadam dyplom uniwersytecki, odpowiednie kwalifikacje i doświadczenie w pracy jako nauczyciel nie nazywam się John Smith i nie pochodzę z Ameryki. Wiedza o geografii Europy u przeciętnego Taja nie sięga dalej niż połączenie kilku haseł w rodzaju: Europa to Londyn lub Francja, Barcelona to klub piłkarski, a o Polsce mało kto słyszał. Więc logiczne było to, że pierwszy w kolejności jest John z Ameryki, a nie Krzysztof z Polski.

Obchody dni ASEAN - uczniowie dziękują dyrekcji szkoły oraz nauczycielom za naukę

Co gorsza, w tamtym czasie największy portal z informacjami oraz ofertami dla nauczycieli w Tajlandii www.ajarn.com ogłosił rekordową ilość zgłoszeń od nauczycieli szukających pracy! W ciągu trzech tygodni na ich stronie liczba nowych zarejestrowanych nauczycieli szukających zatrudnienia przekroczyła średnią liczbę nowych rejestracji na stronie w ciągu… roku!!

Wyglądało na to, że był to wyjątkowy rok „wysypu” chętnych na uczenie w Tajlandii. Co oznaczało dla mnie, że na dzień dobry, musiałem się zmierzyć z dużą konkurencją. Wysyłałem CV codziennie… i nie dostawałem odpowiedzi przez długi czas.

Większość rozmów o pracę na jakich byłem, skupiała się na:

– Dlaczego nie mam TEFL’a? (kilkutygodniowy kurs nauczycielski),

– Gdzie jest Polska?,

– i czy uczyłem już w Tajlandii, bo „tajscy uczniowie są inni niż uczniowie z Europy”.

Pierwszą pracę dostałem przez agencję rekrutującą do szkół, z którymi mają umowę na „dostarczanie” nauczycieli. Rozmowę miałem w piątek po południu, a pracować zacząłem już od poniedziałku. Pracę dostałem w dość znanym w Tajlandii liceum i jak przyznał rekrutujący mnie Irlandczyk, byłem i chyba do tej pory tak pozostaje, jedynym non-native speaker’em którego zatrudnili. Uratował mnie tylko i wyłącznie dyplom z anglistyki, oraz to że… potrzebowali kogoś kto może zacząć pracę za trzy dni i dlatego zdecydowali się na Polaka.

Szkoła w której pracowałem znajduje się w północnej części miasta, a właściwie to już jest inna prowincja czyli oficjalnie nawet nie Bangkok. Oczywiście musiałem zmienić miejsce zamieszkania żeby do szkoły dojechać na czas. Agencja dostarczała szkole „nauczycieli z materiałami do nauczania konwersacji”, więc uczyliśmy z gotowych planów lekcji.

Praca w porównaniu do innych tajskich szkół była dosyć lekka. Uczyliśmy w klimatyzowanych klasach, w których było po 25 uczniów. Każda lekcja to prezentacja w PowerPoint z gotowym planem lekcji dla nauczyciela. Nigdy więc nie musiałem dodatkowo przygotowywać się w domu, sprawdzać kartkówek, pilnować dziennika klasowego czy pisać długich raportów. Mieliśmy koordynatora – sekretarkę (Tajkę mówiącą świetnie po angielsku), która była pośrednikiem pomiędzy szkoła a naszą agencją. Tygodniowo miałem 22 godziny lekcyjne, dwie lekcje z każdą klasą. Pracowałem w tej szkole przez ponad dwa lata.

Jakie są dobre a jakie złe strony pracy nauczyciela w Tajlandii?

Dobrą stroną pracy nauczyciela w Tajlandii jest… duża ilość dni wolnych od pracy. Przynajmniej 2-3 dni w każdym miesiącu odpadają ze względu na święta buddyjskie bądź narodowe. W szkołach są bardzo często wszelakiego rodzaju dni sportu, tańca, konkursy recytatorskie, obchody świąt buddyjskich, Dzień Ojca (urodziny króla), Matki (urodziny królowej)… więc wolnego jest dużo.

Praca nauczyciela niesie ze sobą dosyć duży szacunek społeczny, chociaż w praktyce uczniowie jak to uczniowie – mają inne zdanie na ten temat.

Średnia pensja nauczyciela-obcokrajowca w przełożeniu na koszty życia w Tajlandii wypada dosyć dobrze. Bez specjalnych wyrzeczeń można odłożyć trochę pieniędzy i w czasie wakacji zwiedzić kraje ościenne. W moim przypadku bez problemu byłem w stanie odłożyć z pensji nauczycielskiej na przelot i trzy tygodnie wakacji w Polsce. Zdecydowanie trudniej byłoby tego dokonać z pensji młodego nauczyciela zaczynającego pracę w liceum w Polsce.

Złą stroną jest dopadająca każdego nauczyciela-obcokrajowca frustracja tajskim system nauczania. Bardzo ciężko jest się realizować jako nauczyciel w systemie, który jest bardzo inny niż ten znany z Europy, o czym będzie poniżej.

Jak wygląda typowy dzień pracy?

Obecnie pracuję na prywatnym uniwersytecie w Bangkoku. W odróżnieniu od liceum, mój dzień jest wyłącznie uzależniony od planu zajęć. Przykładowo, jeżeli zaczynam pierwsze zajęcia o 11:30, mogę przyjść do pracy tuż przed 11:30 byle bym był w ciągu tygodnia 32 godziny na terenie uczelni.

W liceum musieliśmy być w pracy od 7:30. O 8:00 codziennie odbywał się szkolny apel z odśpiewaniem hymnu narodowego i wciągnięciem flagi na maszt. Nauczyciele bardzo często musieli brać udział we wszelakich szkolnych ceremoniach, a dzień kończyliśmy o 16:00.

Jak się pracuje z tajskimi uczniami i nauczycielami? Czym się różnią od Polaków?

Tajscy uczniowie lubią rywalizować i na tym trzeba opierać lekcje. Dobra i ciekawa lekcja to taka, podczas której jest podział na drużyny, zdobywa się punkty, bije się brawo, a inne drużyny z podziwem patrzą na kogoś, kto popisuje się znajomością słówek. Współzawodnictwo jest świetną zabawą, a o zabawę w Tajlandii chodzi najbardziej (po tajsku: sanuk). Lekcja powinna się kojarzyć ze śmiechem, klaskaniem, gwizdaniem, ochami i achami. Jednakże, ostateczny wynik rywalizacji już  tak bardzo uczniów nie obchodzi jak sam proces zdobywania punktów i plusików w dzienniku.

W Tajlandii ciężko jest od ucznia wyciągnąć jego własną opinię. Uczniowie chętnie przepisują z tablicy gotowe zdania, ale samodzielne połączenie wyrazów w coś nowego to już jest wyzwanie. Tajski uczeń nie zadaje dociekliwych i skomplikowanych pytań, bo w tajskiej kulturze nie jest dobrze widziane postawienie kogoś w kłopotliwej sytuacji, kiedy nie może on nam udzielić odpowiedzi. Nie akceptuje się w Tajlandii podważania autorytetu kogoś stojącego wyżej w hierarchii, jak np. w relacji uczeń – nauczyciel.

Ulica-w-BangkokuPolski nastolatek jest uczony debatowania i konfrontacji. W tajskiej szkole tego nie ma. Publiczne pokazanie braku umiejętności narazi ucznia na „utratę twarzy”, więc mało kto chce się wysilać i ryzykować „obciach” przed całą klasą. Motywowanie uczniów do przełamania się i mówienia nie jest łatwe. Tajska szkoła uczy zrozumienia, szacunku dla lidera i podążania za autorytetem.

Tajscy nauczyciele angielskiego w szkołach podstawowych czy liceach w większości przypadków po angielsku mówią bardzo słabo i niestety unikają kontaktów z cudzoziemcami, bo… „straciliby twarz” gdyby ktoś usłyszał ich angielszczyznę. Bardzo często zdarzało się w szkole, że nie informowano nas o uroczystościach szkolnych, wyjeździe uczniów do muzeum czy o odwołanych lekcjach z jakiegoś powodu tylko i wyłącznie dlatego, że nikt nie chciał w obecności innych Tajów mówić do nas po angielsku.

Ze względu na „przeludnienie” w szkołach państwowych, większość lekcji prowadzonych przez tajskich nauczycieli sprowadza się do odczytania materiału z konspektu i zapisania na tablicy czegoś, co uczniowie potem przepiszą do zeszytów. Raz na jakiś czas sprawdza się te zeszyty, żeby zobaczyć czy wszystkie lekcje mają podkreślony temat i czy uczeń odrobił zadanie domowe. W połowie i na koniec każdego semestru cała szkoła ma egzaminy – coś w rodzaju naszej sesji egzaminacyjnej. Niezapowiedzianych kartkówek w tajskiej szkole nie ma…

Na uniwersytetach sytuacja jest inna. Nauczyciele w większości kończyli studia na zachodzie i mówią płynnie po angielsku oraz stosują zachodnie podejście do zajęć, wykładów i egzaminowania.

Kim są inni obcokrajowcy uczący w Tajlandii?

Tajlandia ma bardzo restrykcyjne prawo imigracyjne dotyczące podejmowania pracy przez obcokrajowców. Nie mogą oni legalnie pracować w większości zawodów, gdyż są one zarezerwowane dla Tajów. Jedynym zawodem ogólnodostępnym dla większości obcokrajowców jest… nauczyciel angielskiego.

Minimalnym wymogiem do podjęcia przez obcokrajowca pracy jako nauczyciel, zgodnie z wytycznymi tajskiego Ministerstwa Edukacji, jest posiadanie wykształcenia wyższego (minimum poziom licencjatu) oraz ukończony kurs TEFL, który można zrobić na miejscu w Tajlandii. W przypadku szukania pracy na uczelniach wyższych minimum jest ukończenie studiów magisterskich.

Nauczyciele uczący w tajskich szkołach to w większości native speakerzy języka angielskiego, czyli zazwyczaj z Wielkiej Brytanii, Ameryki czy Australii z ukończonym kursem TEFL (Teaching English as a Foreign Language). Jednakże jest tu wielu innych obcokrajowców uczących angielskiego z krajów non-native. Sam jestem tego dobrym przykładem.

Pierwszą i największą grupą są TEFL’owcy. Są to zazwyczaj ludzie, którzy po kilku wakacyjnych wizytach chcą tu zamieszkać na stałe, bądź z jakichś powodów osobistych nie widzą się w swoim kraju i decydują się na emigrację, a zostanie nauczycielem umożliwia zdobycie wizy oraz stałego dochodu. Zdecydowana większość TEFL’owców nigdy wcześniej nie myślała o pracy w szkole i nie lubi swojej pracy oraz tajskiego systemu nauczania. Dobrze jednak wiedzą, że to jest ich jedyna szansa na bezproblemowe uzyskanie wizy pozwalającej na mieszkanie w Tajlandii. Znajdują pracę dosyć łatwo. Tajlandia jest ogromnym krajem z populacją ponad 60 milionów ludzi, więc zapotrzebowanie na nauczycieli do podstawówek czy liceów jest duże. Jednakże, bez dobrych kwalifikacji nauczycielskich i tylko z TEFL’em w kieszeni, bez doświadczenia w zawodzie, nie ma co liczyć na pracę w dobrej międzynarodowej, szkole która oferuje swoim nauczycielom lepsze pensje i warunki pracy.

Kolejna grupa to młodzi Backpackersi, którzy po skończeniu studiów, przed rozpoczęciem poważnej kariery zawodowej w swoim kraju, chcą pojeździć po Azji. Uczenie w tajskiej szkole zapewnia im pensję i możliwość poznania kraju lepiej niż podczas kilkutygodniowej wycieczki z plecakiem i przewodnikiem Lonely Planet. Grupa ta jest najfajniejsza, gdyż są to w większości ciekawi świata młodzi ludzie, otwarci na nowe wyzwania, zdecydowanie bardziej kontaktowi niż często zgorzkniali starsi panowie, należący do grupy TEFL’owcow, którzy mieszkają w Tajlandii z całkiem innych powodów.

Są też Zawodowcy, których elitarne szkoły rekrutują poza Tajlandią. Head hunterzy wyszukują takich kandydatów w dobrych liceach czy na uniwersytetach w Anglii i Ameryce. Pensje oraz świadczenia dodatkowe są bardzo dobre, ale to tylko dla elity nauczycielskiej. Spotkałem też tutaj ludzi, którzy dzięki pracy w szkole odkryli swoje nowe powołanie. Nigdy nie sądzili, że kiedykolwiek w życiu będą nauczać, a po jakimś czasie część decyduje się nawet na ukończenie studiów nauczycielskich w celu znalezienia lepszej pracy.

Ile można zarobić pracując jako nauczyciel w Tajlandii?

Zarobki dla obcokrajowców uczących w tajskich szkołach poza Bangkokiem zaczynają się od 25 000B. Średnia pensja nauczyciela języka angielskiego w Bangkoku to 32 000B miesięcznie. Mając stałą pracę, bardzo łatwo znaleźć dodatkowe lekcje w prywatnych szkołach językowych czy samemu dawać korepetycje, co może zwiększyć pensję o kolejne 20 000-30 000B miesięcznie.

Szkoły międzynarodowe z programem nauczania w języku angielskim płacą lepiej: od 40 000-70 000B. Poszukiwani są wykwalifikowani nauczyciele fizyki, matematyki, biologii i historii. Oczywiście przedmioty te naucza się w języku angielskim, ale często szkoły zatrudniają odpowiednio wykwalifikowanych non-native speaker’ow. W większości przypadków szkoły w ogłoszeniach zaznaczają, że jest to praca tylko dla native speakerów i inne narodowości nie będą brane pod uwagę podczas rekrutacji, ale w rzeczywistości kwalifikacje wygrywają. Znam np. Holendrów, Niemców, Francuzów czy Polaków pracujących w „lepszych” szkołach.

Polecam stronę www.ajarn.com gdzie można przeczytać wywiady z nauczycielami, którzy otwarcie mówią o zarobkach i kosztach życia nauczyciela w Tajlandii.

Jakie rady dałbyś komuś kto się zastanawia nad przyjazdem do Tajlandii, żeby pracować jako nauczyciel?

Jeżeli ktoś ma możliwości finansowe to polecam przyjechać najpierw na dłuższe samodzielne wakacje i zobaczyć jak by mogło wyglądać życie w Tajlandii. Oczywiście najlepiej samemu przekonać się czy pasują nam upały, jedzenie, czy wolimy duże miasto czy może malutką mieścinę gdzieś na prowincji blisko gór albo morza.

Sniadanie-w-szkolnej-stołówcePolecam czytanie blogów w internecie. Każda opinia się liczy. Należy też realistycznie podejść do tematu: Co umiem? Czy będę w stanie konkurować z native speakerem? No i czy uczenie jest tym co chcę robić… Bo obiecuję każdemu, że w pewnym momencie dopadnie was szok kulturowy. Szczególnie, że Tajlandii nie da się zmienić, jak byśmy nie walczyli – to my musimy się dopasować.

Jeżeli myślicie o karierze nauczyciela musicie liczyć się z tym, że waszym najtrudniejszym zadaniem będzie zmotywowanie uczniów do nauki oraz znalezienie sposobu do utrzymania dyscypliny w klasie. Sami uczniowie wiedzą, że i tak zdadzą. Próby zmotywowania groźbą, krzykiem, karaniem, straszeniem rodzicami, powtarzaniem roku czy kiepskimi perspektywami na przyszłość nie działają wcale a wcale. Nauczycielom pozostaje podszkolenie warsztatu i wyzbycie się wodzowskich cech wrzeszczącego i karającego dyktatora. Pozostaje zdobycie szacunku uczniów przez stworzenie miłej atmosfery w klasie i pokazanie wartości zdobywanej wiedzy.

Zasadą numer jeden jest: Tajlandia to nie jest kraj dla nerwusa. Wściekając się na kogoś i robiąc tak zwaną „scenę”, nawet gdy mamy 100% racji – przegrywamy. Im szybciej zdacie sobie sprawę, że kompletnie niczego nie załatwimy krzykiem czy kłótnią, tym lepiej wam się będzie żyło w tym kraju.

Decydując się na rozpoczęcie kariery nauczyciela w Tajlandii, jako non-native speaker, musimy przedstawić zaświadczenie zdania egzaminu TOEIC. Egzamin ten jest stosunkowo łatwy. Centra egzaminacyjne znajdują się w każdym dużym mieście, w niemalże każdym kraju. Test można zdawać także w Bangkoku (koszt to 1500B). Co ciekawe, mieszkańcy RPA, kraju w którym język angielski jest językiem urzędowym, są uznawani w Tajlandii jako non-native speakers i muszą zdać egzamin potwierdzający ich znajomość języka! Należy tez pamiętać o sprawdzeniu tłumaczenia dyplomu, tak aby było tam wyraźnie napisane Master (w przypadku magistra) lub Bachelor (licencjat). W Tajlandii wymogi formalne są w tym przypadku skrupulatnie przestrzegane i ta różnica w kilku literkach może stać się powodem odmowy przyznania wizy.

Co myślisz o Tajlandii? Co ci się w niej podoba, a co nie?

W Tajlandii chcę zostać na stałe. Jestem ciepłolubny i pogoda, mimo pory deszczowej, jest nadal największym plusem. Cały rok jest ciepło, nawet jak pada to tylko przez godzinę czy dwie i potem znowu mamy błękitne niebo i upał. Mogę np. w lutym czy grudniu wyskoczyć na plażę. Mogę pojechać w góry czy w trzy godziny dolecieć na Filipiny, bądź do Indonezji.

Pracuję w zawodzie, który lubię i daje mi to satysfakcję, szczególnie, że przekładając pensję nauczycielską na koszty życia tu i Polsce, Tajlandia bezkonkurencyjnie wygrywa.

Minusami Tajlandii jest to, że wiele praw i zasad będących oczywistymi i stosowanymi w Polsce czy innym kraju na zachodzie, w Tajlandii nie ma pokrycia w rzeczywistości. Przepisy czy infrastruktura niewiele się różnią od Europy, ale w rzeczywistości nikt się nie przejmuje np. kodeksem drogowym, wszechobecną i widoczną na co dzień korupcją na każdym szczeblu, no i „chowaniem głowy w piasek” i „przemilczaniem” błędów. Nie konfrontuje się tu problemów… bo to nieładnie komuś wytknąć, że robi źle. Szczególnie jeśli to ktoś starszy/wyższy rangą i on na pewno sam wie, że robi coś nie tak… Więc trzeba mu dać czas niech sam zaproponuje jedyne najlepsze rozwiązanie. Tajski uśmiech ma więcej znaczeń niż się na początku wydaje : )

Co myślisz o tajskim systemie edukacji?

Tajski system edukacji jest nastawiony na zupełnie inne cele niż system edukacji na zachodzie. Szkoła tutaj nie definiuje systemu kar i nagród, co na dłuższą metę może być bardzo frustrujące i męczące dla nauczycieli. Trzeba być naprawdę cierpliwym człowiekiem żeby pracować w tajskiej szkole państwowej, bo jako Europejczycy znamy szkołę, w której wiemy za co dostaniemy nagrodę, a za co możemy ze szkoły wylecieć lub powtórzyć klasę. Tutaj niekoniecznie. W Tajlandii panuje zasada no fail policy, czyli każdy uczeń przechodzi dalej.

Uczniowie podczas szkolnych dni sportu - grupa tańca tajskiego

Nacisk kładzie się tu bardziej na zadowolenie ucznia i obowiązkiem nauczyciela jest prowadzenie lekcji w sposób wesoły i śmieszny co ma ułatwiać przyswajanie wiedzy. Nauczyciel w Tajlandii ma przede wszystkim zapewniać sanuk, czyli dobrą zabawę w klasie i to jest niedościgniony wzór. Ktoś surowy, stawiający poprzeczkę wysoko, jednocześnie chcący przekazać jak najwięcej wiedzy – i owszem, będzie szanowany, ale niekoniecznie lubiany, bo tylko stresuje uczniów, co oznacza niskie stopnie.

W szczególności dotyczy to szkół podstawowych i liceów, czyli systemu przez który musi przejść niemalże każdy tajski uczeń. Uniwersytety wymagają więcej od studentów i przypomina to bardziej zachodni system edukacji. Nie chcę generalizować, że uczniowie w Tajlandii są nieukami, bo miałem też wielu dobrych i zmotywowanych do nauki uczniów. Ale z moich doświadczeń jasno widzę, że tajska szkoła dla przeciętnego ucznia jest o wiele bardziej bezstresowym miejscem niż szkoła w Polsce.

Dziękuję za rozmowę!

[Rozmowa przeprowadzona w sierpniu 2013]