Planeta Tajlandia

Nie ja wybrałam Tajlandię, to ona wybrała mnie

Polka-w-Tajlandii

Jak się nazywasz i skąd jesteś?

Nazywam się Agnieszka i urodziłam się w Rzeszowie, ale praktycznie połowę życia spędziłam poza granicami Polski: we Francji i teraz od siedmiu lat w Tajlandii. Z wykształcenia jestem romanistką i w Tajlandii mam szczęście pracować w swoim zawodzie. Jest to pierwszy kraj w którym pracowałam jako nauczyciel, w sumie nie wiem czy to dobrze czy źle….czasami wydaje mi się, że lepiej bo mniej się frustruję tajskim systemem edukacji.

Skąd ten pomysł? Dlaczego akurat Tajlandia?

Prawdę mówiąc nigdy jakoś specjalnie nie marzyłam żeby mieszkać w Azji, nie jestem typem podróżniczki, który przemierza świat z plecakiem i zdecydowanie zawsze wolałam klasykę nonszalanckiej Europy. Moje życie potoczyło się jednak inaczej, poznałam mojego przyszłego męża, który jest Tajem, poszłam za głosem serca i dzisiaj nie wyobrażam sobie życia gdzie indziej…. To nie ja wybrałam Tajlandię, to ona wybrała mnie, ale teraz jest bezdyskusyjnie moim drugim domem.

Pamiętasz jak wyglądały twoje pierwsze dni i tygodnie? Czy coś cię tu zaskoczyło po przyjeździe?

Zdecydowanie cały mój pierwszy rok w Tajlandii był dla mnie dużym szokiem: hałas, kolory, ludzie, nieustający rytm Bangkoku.  Po przyjeździe dużo czasu pochłaniała mi praca więc myślę że przez to mój proces integracyjny trochę sie odwlekł.

Mimo to bardzo chciałam jak najszybciej stać się częścią tajskiego społeczeństwa, zaczęłam od razu uczyć się języka i moim celem było bliższe poznanie Tajów, ich sposobu widzenia świata i życia. I tutaj szybko zdałam sobie sprawę, że to nie będzie łatwe.

Oczywiście wszyscy się uśmiechali i byli przyjaźni, ale od razu napotkałam się na pewnego rodzaju barierę z którą stykam się regularnie do tej pory. Jest to bariera, którą nazywam “letargiem emocji”, nieustannej kontroli uczuć, ich schematycznością i powielaniem. Nadal niezmiennie czuję, że jestem obcokrajowcem, że nigdy nie wtopię sie w tłum i zawsze będę oceniana przede wszystkim po wyglądzie. Czasami jest to trudne do zaakceptowania.

Jak zmieniał się w twoich oczach obraz Tajlandii przez te lata?Tajska-dekoracja-z-kwatów Jak zmieniła się sama Tajlandia?

Dzisiaj jestem o wiele spokojniejsza i mam mniejsze oczekiwania, co pozwala mi żyć w zgodzie z otaczającą mnie rzeczywistością. Nie jestem bezkrytyczna, ale staram się skupiać na pozytywach: bezpieczeństwie, fajnej pogodzie, a nie na tym na co nie mam wpływu. Tajlandia nauczyła mnie także wiele o rodzinie, o tym mikrokosmosie wsparcia. Odnoszę się do tego z dużą pokorą i mimo iż poświęcenie dla bliskich tutaj czasami równa się szaleństwu, to jest to coś co podziwiam.  Osobiście uważam, że Tajlandia zmienia się na lepsze, ludzie pracują lepiej, więcej zastanawiają się nad przyszłością, robią się odrobinę bardziej wymagający w stosunku do siebie i innych, co nadaje społeczeństwu wyrazistości.

Czym się tutaj zajmowałaś? Czy często zmieniałaś pracę?

Od początku uczyłam języka francuskiego. Zaczęłam od stażu w instytucie kultury francuskiej Alliance française w Bangkoku, po którym przedłużono mi kontrakt na około trzy lata. Ciągnęło mnie jednak do tajskiej szkoły i na pół etatu pracowałam w liceum, gdzie zajmowałam się głównie zajęciami ze słownictwa i wymowy, a także wszystkim co związane z kulturą francuską. Miałam okazję pracować ze wspaniałą tajską nauczycielką i razem stworzyłyśmy wiele ciekawych projektów. To ona nauczyła mnie podejścia do tajskich uczniów, pomogła mi zrozumieć ich zachowanie, ich ukryte możliwości. Do tej pory pozostajemy w bliskim kontakcie.

Uczenie w szkole średniej było dla mnie niezapomnianym doświadczeniem, które bardzo zbliżyło mnie do Tajów. Niestety było to także bardzo męczące fizycznie, bo uczyłam w nieklimatyzowanych salach, co w tutejszym klimacie jest nie lada wyczynem. Przynajmniej dla mnie – bo byłam nieustannie zmęczona. Po jakimś czasie postanowiłam, że wrócę na pełen etat do instytutu francuskiego, ale po drodze zaproponowano mi pracę na jednym z tutejszych uniwersytetów, gdzie wykładam obecnie. Muszę przyznać, że miałam dużo szczęścia i spotkałam wiele wspierających mnie osób, które doceniły mój wysiłek i pracę.

Relaks-w-ogrodzieWiększość obcokrajowców mieszkających w Tajlandii to mężczyźni. Czy trudno jest znaleźć damskie towarzystwo? Czy to jest problem?

Być może tak było wcześniej, ale obecnie sytuacja bardzo się zmienia i teraz w Tajlandii mieszka także dużo Polek, zresztą bardzo ciekawych, atrakcyjnych i pracowitych osób. Wiele przyjeżdża wraz z partnerami, inne szukają spełnienia zawodowego, nowego startu lub coś innego od tego, co oferują mężczyźni w Polsce. Mam wrażenie, że kobiety które decydują się na życie tutaj są bardzo odważne i przede wszystkim ich motywacja do pobytu w Tajlandii znacznie różni się od męskiej. Chcą raczej zdobyć doświadczenie zawodowe, a jeśli w grę wchodzą uczucia to są bardziej rozsądne niż mężczyźni, którzy zdają się zatracać przy tajskich kobietach.

Jak wyglądają związki z Tajami? Co jest łatwiejsze, a co trudniejsze? Czy jest dużo różnic kulturowych w porównaniu z Europą?

To pytanie jest zdecydowanie trudne, bo skłania mnie do uogólniania, którego nie lubię. Powiem krótko: Tajscy mężczyźni mają dużo sekretów, co może być zarówno bardzo ekscytujące, jak i zgubne. Proponuję próbować na własną odpowiedzialność!

Co byś poradziła innym Polkom, które myślą o wyjeździe do Tajlandii? Czy to dobry pomysł?

Jasne, że dobry! Polki wszędzie sobie poradzą. Tajlandia jest dla kobiet krajem bezpiecznym i przyjaznym. W pracy także nie ma problemów, wręcz przeciwnie np. w szkolnictwie jest nam ją znaleźć o wiele łatwiej niż mężczyznom.

Trzeba natomiast przygotować się na skomplikowane reguły tajskiej pary gdzie mimo, iż kobieta jest wolna to jednak musi się poddać szeregowi zasad gry. Najbardziej wyrazista jest (pozorna) uległość i oddanie, które Tajki opanowały do perfekcji.

Polkom jest trudno zaakceptować taki ideał kobiecości, pochodzimy jednak z zupełnie innego świata.

Dziękuję za rozmowę!

Agnieszka jest autorką blogu Moja Tajlandia

[Rozmowa przeprowadzona w grudniu 2013]